• najwybitniejsi dowF3dcy
  • leadtek winfast 7900gs oc box gw
  • ubezpieczenia gospodarcze
  • index 3840
  • zaklady;iskra;kielce
  • new inventions
  • witoszw zy
  • Morfologia krwi RBC 4.34
  • koszulki z nadrukiem na zamwienie
  • teksty piosenek wileńskie
    nakaki
    teksty skeczy Ani Mru Mru
    teksty na zaproszeniach motta na zaproszeniach
    Tekst Piosenki Dumka na dwa serca
    Tekst piosenki Mam już dość Gosi Andrzejewicz
    teksty przed impreza urodzinowe dla przyjaciółki
    tekst piosenki po polsku Say ok
    Tekst piosenki siódme niebo
      aaaanakakiaaaa

    Temat: Znani mieszkańcy Pragi Płd
    Też tak myślę. Na dodatek "Wilk" Gawliński pozostaje wierny prawemu brzegowi od
    lat. Znajomy krytyk muzyczny twierdzi, że R.G. mieszkał w dzieciństwie na
    terenie północnopraskiego Trójkąta Bermudzkiego (11 listopada, Wileńska,
    Szwedzka), do czego nawiązał w tekście piosenki "Z ulicy Kamiennej" (czy
    też "Kochankowie z ulicy Kamiennej") na debiutanckiej płycie Wilków.
    A może ktoś wie wiecej o grochowskim adresie Gawlińskiego?
    Pozdr.
    Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,292,1347638,1347638,Znani_mieszkancy_Pragi_Pld.html



    Temat: Jeden patron - dwie ulice:)
    Jeden patron - dwie ulice:)
    Na moim Bródnie jest taka oto ciekawostka:

    Jeden człowiek ma dwie ulice noszące jego imie. Ludwik Kondratowicz vel
    Władysław Syrokomla. Ulice Kondratowicza i Syrokomli zlokalizowane sa na
    jednym osiedlu, i w sumie blisko siebie.....

    Za Wikipedią:

    "Władysław Syrokomla to pseudonim literacki Ludwika Władysława Franciszka
    Kondratowicza herbu Syrokomla (ur. 29 września 1823 w Smolhowie na Białorusi,
    zm. 15 września 1862 w Wilnie), polski poeta i tłumacz.

    Pochodził z niezamożnej rodziny szlacheckiej. Jego rodzicami byli Aleksander
    Kajetan i Wiktoria z domu Złotkowska. Kształcił się w szkołach w Nieświeżu i
    Nowogródku w latach 1833-1837, ale ze względów finansowych zrezygnował z
    nauki i zaczął pracę jako kancelista w dobrach Radziwiłłów.

    16 kwietnia 1844 w Nieświeżu wziął ślub z Pauliną Mitraszewską, która później
    urodziła mu czworo dzieci.

    W 1844 zadebiutował gawędą poetycką Pocztylion. W 1844-1853 dzierżawca wsi
    Załucze. Od 1853 dzierżawca Borejkowszyzny pod Wilnem. Zwolennik uwłaszczenia
    chłopów, współpracownik Kuriera Wileńskiego, uczestniczył w manifestacjach
    patriotycznych. Uwięziony w 1861 przez władze rosyjskie i przymusowo osadzony
    w Borejkowszczyźnie. Dokonał licznych przekładów Goethego, Heinego, Rylejewa,
    Lermontowa, Niekrasowa, Szewczenki, Berangera, a także przekładów z łaciny.

    Często przypisuje mu się autorstwo tekstu piosenki Wlazł kotek na płotek,
    jednak jego tekst opiera się na oryginalnej, ludowej przyśpiewce.

    Został pochowany na cmentarzu na Rossie w Wilnie.


    Ciekawostka:

    W Warszawie na Bródnie (dzielnica Warszawa-Targówek) znajdują się aż dwie
    ulice poświęcone poecie: ulica Ludwika Kondratowicza oraz ulica Władysława
    Syrokomli."

    Pozdro
    Krzysztof


    Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,11207,66530176,66530176,Jeden_patron_dwie_ulice_.html


    Temat: Polski antysemityzm 1938
    przedwojenny "antysemityzm" w filmie jest
    lwia część przedwojennego filmu polskiego w rękach żydowskich była.
    O ile spojrzy się na narodowość.
    Jeden z najsłynniejszych reżyserów to Michał Waszyński. Potrafił i 5
    filmów w antysemickiej Polsce w ciągu roku zrobić. W tym część w
    jidysz. Cała Polska śmiała się z jego "Papa się żeni" czy płakała
    na "Znachorze". No, i twórcą chyba najsłynniejszego filmu w jidysz
    jest, czyli "Dybuka".
    Antysemityzm w filmie pewnie polegał na tym, iż Polacy i Żydzi
    osobno do kina chodzili. Żydzi o 18 na "Dybuka" czy "Judeł gra na
    skrzypcach", a Polacy o 20 na Bodo czy Dymszę, bo Polak jidysz ni w
    ząb.
    W ogóle, całe kino jidysz praktycznie powstało w Polsce. Oprócz
    amerykańskiego "Syn Kantora", to najsłynniejsze obrazy u nas
    zrobione były. „Bezdomni”, „Błazen purimowy”, „Wileńska
    legenda”, "Dybuk", "Judeł gra na skrzypcach" czy "Mateczka" to
    symbol chyba owego polskiego antysemityzmu jest.
    Kino jidysz miało rację bytu tylko w Polsce bo tu odbiorcy byli.
    Scan czy Snajper do znudzenia będą pieprzyć o jakiś gettach
    ławkowych, w ogóle nie widząc jak w Polsce rozwinęła się kultura
    żydowska. Przedwojenne kino jidysz w Polsce miało swoich Rambo,
    Rudolfów Valentino czy lokalne Marilyn Monroe.
    A to co w piosence działo się, to lepiej nie mówić jest. Prawie
    wszystkie teksty przebojów przedwojennych piosenek, to robota Żydów
    jest.
    W sumie, ci polscy przedwojenni antysemici do bani byli, skoro takie
    rzeczy w Polsce działy się i tacy jak Lipgold, Wiera Gran, Turkow,
    Green, matka i córka Kamińskie, Waszyński bezkarnie hasali sobie po
    ekranie czy za kamerą właśnie.
    Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,13,76748318,76748318,Polski_antysemityzm_1938.html


    Temat: _wiersz2_
    Grazyna Lesniak napisał(a) w wiadomości:


    Jedną z metod rozpoznawania banału jest taka zabawa: zatrzymujesz się w
    pewnym momencie  wersu i próbujesz zgadnąć, co -statystycznie rzecz
    biorąc - przeciętny użytkownik języka powiedziałby dalej.
    Zatem spróbujmy:
    Po pięciu trafieniach gra sie kończy, tekst odpada.


    Chylę czoła ile ( zdołam?)   ........ (zdołam)!!
    Z wielka atencją przed twoja (inwencją?) ....... (inwencją)!!
    Wypracować taki test to zaprawdę wyczyn (czyzby jest?)......... (jest)!!
    Poprzez twoje przykłady robią mi się (zajady?) ...... (zajady)!!
    Pięć razy nie będę próbował ze wstydem sie (schowam?) ..... (schowam)!!

    Daruje ci te zajady ( pewnie piję za mało mleka, och ten brak witaminy D ),
    wybaczam ci nawet przepuklinę.
    A z wdzieczności uraczę Cię fragmentem WIELKIEJ POEZJI
    niesłychane jak ona pięknie przechodzi twoj test ,  wprost  niebywale
    gładko (a jest to powszechnie znana piosnka biesiadna )

    muz. i słowa ludowe:

    Mówi wuj do wuja :
    Mój kochany wuju
    Ja dwa wiadra wody
    Podnoszę na  (i co pani Grazyno? , co pani typuje? ) ............ (schody)!!"

    Jadą wozy jadą
    W górę przez ulicę
    Znam ja takie dziewczę
    Co ma duże ...........

    Cynamon kupiłem drogo zapłaciłem
    ......
    itd itd ... az do wygasniecia ogniska .

    zapewniam Pania , że ta piosenka budzi wśrod ludzi słuchajcych jej
    po raz pierwszy niegasnące salwy smiechu.  I to nie wśród prostaków,
    lecz także umysłow szlachetnych , wyrobionych literacko, jednym slowem -
    pośród obywateli, ktorym nieobce są najwykwintniejsze chwyty noża i widelca.
    A ponieważ śmiech ma dwie przyczyny - jak twierdził największy pisarz czeski
    i jednoczesnie jeden z najznamienitszych prozaikow tego stulecia Milan Kundera
    w swej "Księdze śmiechu i zapomnienia" : ".....źródłem smiechu prócz
    zaskoczenia jest powtarzalność pewnego motywu ...."
    Zatem śmiech tych ludzi potwierdza ogrom zaskoczenia w tym utworze.
    Wiec ostatecznie reasumując, należy oswiadczyć co następuje:

       Powyżej  zacytowany kawałek przechodzi bez uszczerbku
       i co najmniej pięciokrotnie kryteria "Testu Grażyny Leśniak",
       zatem jako taki nie może być już dłuzej zwany "kawałkiem" czy też
      "kupletem biesiadnym" , a zyskuje przynależne mu miano
       NIEBANALNEGO UTWORU POETYCKIEGO.
       Najwymowniejszym tego dowodem jest , że :
       Tradycja narodowa dostrzegła jego niezaprzeczalną ważkość
       i doniosłą rolę w kulturze od dziesięcioleci przekazując go z ust do ust.
       Dzieje sie tak na zasadzie:
         "O piesni gminna, Ty arko przymierza miedzy dawnymi a nowymi laty
          w  Tobie lud składa broń swego rycerza , swych myśli przedzę i swych uczuć
    kwiaty"
        Tak twierdził wieszcz wileński Adam Mickiewicz , jednak dzisiaj Pani Grażna
    Lesniak
        usystematyzowała nasza wiedzę - przez sformułowanie jakże doniosłego TESTU ,
        zaklęła w karbach żelaznej logiki to, co przeczuwali przez wieki literaturoznawcy
    ,
        co podświadomie czuł gmin jako mrowienie na plecach w trakcie wykonywania
        tego niebanalnego dzieła.
        Nadmienić trzeba , ze od tej chwili zwany NIEBANALNYM utwór ten
        należy do znanego juz starożytnym i wysoko cenionego gatunku lit. "PRIAPEA"
        - wierszy obscenicznych , aczkolwiek przewidzianych takze dla uszu pań.

    czesc Ci Grażyno!!!

    a teraz żegnam Panią
    nisko chyląc skroń
    i by w nie zmierzać banału stronę
    całuję Panią w  .... dłoń?   .......   nie ..... w  śledzionę.

    The Blue Rhino


    Źródło: topranking.pl/1510/wiersz2.php


    Temat: Niebawem będzie 60 lat;-)
    O poezji cd...
    Chaim Chefer

    (ur. 1925 w Sosnowcu) jeden z najwybitniejszych izraelskich poetów,
    wyróżniony Nagrodą Państwa Izrael (Pras Israel), nagrodą Sokołowa –
    równoznaczną Pulitzerowi oraz wieloma innymi.
    Felietonista, autor tekstów setek popularnych izraelskich piosenek.
    Urodził się jako Chaim Fajner, nazwisko zmienił podczas izraelskiej
    Wojny o Niepodlegośćw latach 1948-1949.
    Walczył w szeregach Palmachu wciąż tworząc wiersze. Inspiracją dla
    niego był Natan Alterman–wybitny poeta żydowski. Muzykę do wierszy
    Chefera najczęściej tworzy urodzony również w Polsce Mosze Wileński.

    Próbka poezji Chaima Chefera - wiersz upamiętniający wydarzenia z
    1967 r kiedy to Siły Obronne Izraela, odpierając atak wrogów,
    zdobyły Jerozolimę i dotarły do Ściany Płaczu- pozostałości Drugiej
    Świątyni. Aż do tej pory Żydzi nie mieli dostępu do tego
    najświętszego miejsca judaizmu. W czasie wojny nadawano na żywo
    transmisję ze zdobycia Jerozolimy, która utrwaliła ogromne
    spontaniczne wzruszenie żołnierzy izraelskich po dotarciu pod Ścianę
    Płaczu.

    "Płacz spadochroniarzy"


    Ta Ściana słyszała wiele modlitw

    Ta Ściana widziała upadek wielu innych murów

    Ta Ściana czuła dotyk kobiety w żałobie

    I prośby wtykane między jej kamienie



    Ta Ściana widziała Rabina Jehudę Halevi, jak przechadzał się przed
    nią

    Ta Ściana widziała narodziny i upadek wielu cesarzy

    Ale ta Ściana nigdy dotąd nie widziała płaczących spadochroniarzy



    I zobaczyła ich- zmęczonych i wyczerpanych

    Zobaczyła ich, jak zranieni i okaleczeni

    Biegli do niej w zachwycie, w płaczu i milczeniu

    Czołgających się jak rozszarpane liście w alejach Starego Miasta

    Ujrzała ich pokrytych kurzem,

    Gdy swymi spierzchniętymi wargami szeptali:

    „Jeśli zapomnę ciebie, jeśli zapomnę ciebie, Jeruzalem”



    Są szybcy jak orły i silni jak lwy

    A ich pojazdy pancerne jak ogniste rydwany proroka Elijahu

    Przeszły z hałasem

    Popłynęły jak strumień



    Oni pamiętali dwa tysiące strasznych lat,

    W czasie których nie było żadnej ściany, by można było się w nią
    wypłakać

    A teraz stali przed nią oddychając kurzem

    Z jakim słodkim bólem na nią patrzyli!

    I łzy płynęły, i patrzyli jedni na drugich wprawieni w zakłopotanie



    Jak to się dzieje, że wojsko spadochronowe płacze?

    Jak to się dzieje, że pieścili Ścianę pełni uniesienia?

    Jak to się dzieje, że ich szloch zamienił się w śpiew?



    Może dlatego, że ci 19-letni chłopcy

    Rodzili się ponownie wraz z państwem

    Dźwigając na swych barkach dwa tysiące lat.





    Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,47618,77682013,77682013,Niebawem_bedzie_60_lat_.html


    Temat: "Transfer!"
    recenzja
    Transfer!

    reż. Jan Klata, dramaturgia: Dunja Funke, Sebastian Majewski, scen.: Mirek
    Kaczmarek, Teatr Współczesny we Wrocławiu i Theater Hebbel am Ufer w Berlinie

    premiera 18 listopada

    Dokumentalne przedstawienie Klaty, oparte na autentycznych historiach
    wysiedlonych Polaków i Niemców, jeszcze przed premierą wywołało protesty.
    Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych miało za złe reżyserowi, że chce pokazywać
    krzywdę obu narodów, podczas gdy to przede wszystkim Polacy byli ciemiężeni.
    Gdyńska senator PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk poprosiła nawet teatr o
    scenariusz celem "wyrobienia sobie opinii", jednak dyrektor Krystyna Meissner
    odmówiła, wyjaśniając, że w Polsce nie ma już cenzury.

    Pani senator mimo zaproszenia nie pojawiła się na premierze, a szkoda.
    Przedstawienie Klaty wbrew jej obawom nie zaciera odpowiedzialności Niemców za
    wojnę, której skutkiem były zmiany granic i wypędzenia. Przeciwnie: z głośników
    płynie głos Goebbelsa nawołującego do wojny totalnej, jest także mowa o masowym
    kupowaniu przez Niemców portretów FĂźhrera i egzemplarzy "Mein Kampf". Nie jest
    to licytacja krzywd obu narodów. Jeśli ktoś tu może poczuć się dotknięty, to
    tylko Rosjanie, bowiem to ich brutalność zapamiętali przede wszystkim świadkowie
    historii zaproszeni na scenę: Polacy wysiedleni z Podola i Wileńszczyzny oraz
    Niemcy z Pomorza, Łodzi i Dolnego Śląska.

    Politycy będą mieli problem z "Transferem!", bowiem przedstawienie Klaty nie
    odpowiada na żadne ideologiczne zamówienie, za to pozbawia ich monopolu na
    prowadzenie dialogu polsko-niemieckiego. Historia powojennych wysiedleń została
    tu pokazana poprzez cierpienie pojedynczych ludzi, a nie grę interesów. Na
    scenie pokrytej grubą warstwą czarnej ziemi starzy ludzie opowiadają i odgrywają
    historie swoich transferów. Z Pomorza do Berlina, z Podola do Wrocławia, z
    Wileńszczyzny na Dolny Śląsk, ze Żmudzi do Frankfurtu. Po jakimś czasie słowa
    niemieckie i polskie zlewają się w jeden głos, który przenikają te same uczucia:
    ból po utracie bliskich, tęsknota za utraconym domem, samotność i niepewność w
    nowym miejscu osiedlenia.

    Klata nie ucieka jednak od politycznej diagnozy. Kontrapunktem dla relacji
    wypędzonych są sceny z konferencji w Jałcie, na której w lutym 1945 r. przywódcy
    trzech mocarstw zdecydowali o podziale powojennej Europy. Oparte na
    autentycznych dokumentach i wspomnieniach, przedstawiają w karykaturalny sposób
    obrady wielkiej trójki. Churchill (Wiesław Cichy), Roosevelt (Zdzisław Kuźniar)
    i Stalin (Przemysław Bluszcz) obradują na metalowej konstrukcji wysoko ponad
    głowami wypędzonych. Przywódcy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii
    podlizują się Stalinowi, zachwycają jego myślami, gdy tymczasem wódz Związku
    Radzieckiego, pykając fajeczkę, okręca ich sobie wokół palca. Wszyscy trzej
    niczym bogowie z antycznej tragedii igrają losem milionów ludzi, opowiadając
    dowcipy i śpiewając rosyjskie szlagiery na zmianę z mroczną piosenką Joy
    Division "Transmission".

    Ze szczytu tego politycznego Olimpu nie widać świata śmiertelnych. Tymczasem w
    dole, poza zasięgiem wzroku wielkiej trójki, Jan Charewicz ucieka przed
    sowieckim patrolem na Wileńszczyźnie, Angela Hubrich umiera ze strachu w
    schronie w oblężonym Breslau, Jan Kruczkowski przypatruje się egzekucji upowca
    na Podolu, a Hanne-Lore Pretzsch patrzy, jak żołnierze Armii Czerwonej gwałcą
    jej matkę w gospodarstwie koło Słupska. Ich losy skonfrontowane z Jałtą są
    oskarżeniem i protestem przeciw ideologii i politycznej manipulacji.

    Wielkim nieobecnym bohaterem przedstawienia są Żydzi: ich zagłada jest wpisana
    zarówno w opowieści Polaków, jak i Niemców. Jedynym materialnym śladem po
    narodzie żydowskim jest pierze z rozerwanej poduszki, które sypie się na scenę w
    chwili, gdy jeden z polskich uczestników opowiada o niemieckiej akcji
    eksterminacyjnej na Podolu, podczas której sąsiedzi rabowali żydowskie domy.
    Biały puch krążył w powietrzu jeszcze długo po zakończeniu przedstawienia, nie
    dając zapomnieć o tym, co się stało.

    Klacie udało się przekroczyć konwencję dokumentalnego widowiska i stworzyć
    egzystencjalny spektakl o pamięci i śmierci. Nad "Transferem!" unosi się duch
    Tadeusza Kantora i jego "Umarłej klasy" - przedstawienia, które było sumą
    doświadczeń pokolenia I wojny światowej. To "Umarła klasa" XXI wieku. Tutaj
    również starzy ludzie wracają do swego dzieciństwa zarażonego śmiercią: Jan
    Kruczkowski bawi się w wojnę makietą czołgu, Ilse Bode odczytuje listy od ojca z
    frontu, łącznie z tym ostatnim, po którym przyszła wiadomość o jego śmierci, Jan
    Charewicz jako siedemnastoletni chłopak jeszcze raz strzela z parabellum.
    Wstrząsająca jest chwila, kiedy osiemdziesięcioletnia Karolina Kozak odczytuje
    sporządzony przez siebie spis prawie stu gospodarzy z rodzinnej wioski na
    Podolu. Nazwiska polskie i ukraińskie układają się w litanię nad umarłym światem.

    "Transfer!" z pewnością nie zaspokoi wszystkich oczekiwań. Dla Polaków będzie
    zbyt proniemiecki, dla Niemców - zbyt oskarżycielski. Jednak jego rolę w dialogu
    polsko-niemieckim trudno przecenić. Jan Klata pokazuje, że porozumienie w
    trudnej kwestii pamięci historycznej jest możliwe na poziomie jednostek.
    Wprowadzając pomiędzy wypędzonych postać Matthiasa Goeritza, młodego pisarza z
    Frankfurtu, potomka niemieckiej rodziny ze Żmudzi, daje sygnał młodym
    generacjom, że wykorzenienie to także ich problem. Że transfer to nie tylko
    pojęcie z informatyki, oznaczające przesyłanie danych, że także dzisiaj politycy
    przesuwają na mapie całe narody. To spektakl o tym, że wszyscy musimy wziąć
    odpowiedzialność za historię, aby w przyszłości uniknąć powtórki z transferu.

    Tekst dedykuję rodzinie Pawłowskich, wysiedlonej z Grodna.
    www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3744094.html
    Roman Pawłowski, GW


    Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,10650,52153272,52153272,_Transfer_.html